Truskawkowa tęcza i mus z chmurki już teraz w Twoim kremie!

To, że nazwy i hasła na kosmetykach trochę oszukują już nie dziwi. Ale nawet jeśli nam to spowszedniało to nie znaczy, że musimy się godzić na takie kłamstewka.

Niestety zrezygnowanie, z kosmetyków, które mają rewelacyjny marketing nie załatwia sprawy. Za tym marketingiem czasami stoją buble, a czasami perełki. Część z nich ma całkiem dobre formulacje (szczegóły w tekście) więc ich odrzucenie niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem.

Jak to ogarnąć?

Formulacja i nie tylko.

Czasami zdarza mi się kupić produkty, które mają jakiś pseudo turboskładnik, nie ze względu na ten składnik, ale właśnie ze względu na resztę formulacji. Formulacja jest to sprecyzowana kompozycja składników danego kosmetyku, chodzi nie tylko o skład, ale też o formę (puder, mazidło) i ilość substancji. Także to taki skład tylko bardziej profesjonalnie 😉

Niektóre zachwalane składniki faktycznie dają radę i mogą (słusznie) skłonić do zakupu. Ale jak je odróżnić od tych, które tylko udają, że są wysokiej jakości? Nie ma reguły, trzeba być czujnym. Dodatkowo warto byłoby zwrócić uwagę na INCI. I jeszcze korzystać z tego, że mamy 21 wiek i cały świat w kieszeni. Zatem jeśli jakieś słowo, którym producenci się zachłystują wydaje Ci się podejrzane – Google Uniwersytet i Science Seal przybywają z odsieczą. I właściwie na wzbudzeniu Twojej czujności mogłabym ten artykuł zakończyć, ale tak bez przykładów się nie godzi 😉

Co w kosmetykach piszczy?

Kosmeceutyki i dermokosmetyki – powinnam zacząć od definicji tych słów tylko, że w świetle prawa oba są traktowane jak kosmetyki i absolutnie nic ich nie wyróżnia. Mimo, że zwykle możemy znaleźć je w aptekach, w wyższej cenie. Nie muszą wcale charakteryzować się większym stężeniem substancji aktywnych albo obecnością leków. Niektóre produkty apteczne posiadają substancje lecznicze, które są dozwolone do stosowania w kosmetykach, ale nie jest to reguła. Żeby produkt nazwać kosmeceutykiem albo dermokosmetykiem nie musi spełniać absolutnie żadnych dodatkowych wymagań [1]. Czyli nie jest to argument za tym, żeby coś kupić.

Komórki macierzyste – o nich zrobię osobny artykuł (bardzo zasługują!). Z jednej strony potencjał mają ogromny [2,3]. Z drugiej należałoby je utożsamiać bardziej z ekstraktami roślinnymi. Zastanów się czy kupisz dany produkt, jeśli zamiast – z komórkami macierzystymi, miałby napisane: z ekstraktem z pomidora (bo czasami z pomidora właśnie się je pozyskuje) [4]?

Szmaragdy i diamenty

Sproszkowany diament – w peelingach pełni rolę złuszczającą, dokładnie taką samą jak sól, cukier, korund, kawa czy piasek. I jego działanie jest uzależnione od wielkości i ostrości ścierających drobinek – dokładnie tak jak każdego innego peelingu. Dodatkowo np. w kawie może zaplątać się trochę kofeiny, która pobudza mikrokrążenie, co sprzyja odchudzaniu i walce z cellulitem [5]. Do diamentów na pewno nic odżywczego albo odchudzającego się nie zaplątało. W tym podpunkcie mam na myśli tylko zabiegi domowe, a nie profesjonalne, które mają inny charakter i tam sprawa jest bardziej skomplikowana.

Wszystko co ma TM – TM znaczy trademark czyli znak towarowy. Ten składnik delux TM jest nową nazwą, logiem albo czymś innym, ale nie musi być nową cząsteczką, nie musi być nawet nowym pomysłem na jej produkcję ani nową kombinacją cząsteczek. Zazwyczaj, kiedy czytam skład kosmetyku, który ma Składnik delux TM to w składzie INCI nie ma absolutnie nic nowego. Jeśli w INCI pojawia się to nowe coś to kosmetyk dostaje ode mnie 10 punktów fajności. Tak naprawdę to Twojej skórze wszystko jedno jak wygląda aspekt prawny danego składnika. Składnik delux TM wygląda ładnie na etykiecie. To wcale nie oznacza, że coś dobrego nam daje.

Hydrafeel 3– hydra kojarzy się z wodą. A feel z angielskiego z uczuciem. Czyli ma nam dać poczucie nawodnienia. Oficjalnie jest to Polyglyceryl-3 PCA, który jest związkiem odpowiedzialnym za konsystencję kosmetyku i nawilżanie. Ja go nawet jako składnik kosmetyku lubię, ale Polyglyceryl-3 PCA już nie brzmi tak kusząco jak hydrafeel prawda? Chodzi mi o to, że czasem robi się takie psikusy z nazwami. Jeśli coś jest na etykiecie z przodu, to zawsze szukam tego też z tyłu, w składzie INCI. I zazwyczaj nie znajduję.

Oczywiście produkty z wymienionymi składnikami mogą Ci odpowiadać i to jest ok. Nie zniechęcam do kupowania czegokolwiek (o ile jest dla Ciebie bezpieczne, jak jest niebezpieczne to stanowczo zniechęcam!).  Najważniejsze jest jednak to aby zawsze sprawdzać skład.

Przypisy
  1. S. Rzeźnik i inni, „Kosmeceutyki” i „dermokosmetyki” – unikalna kategoria produktów do pielęgnacji skóry czy zwykły chwyt marketingowy?, Estetologia medyczna i kosmetologia, s. 101-103, 2012
  2. M. Cegielski i inni, Characteristics od MIC-1 Antlerogenic Stem Cells and Their Effect on Hair Growth in Rabbits, In Vivo 27, 93-106 (2013)
  3. M. Cegielski i inni, Experimental Xenoimplantation of Antlerogenic Cell sinto Mandibular Bone Lesions in Rabbits: Two-year Follow-up, In Vivo 24, 165-172 (2016)
  4. A. Miczka, Roślinne komórki macierzyste w kosmetykach, Świat przemysłu kosmetycznego 1/2016
  5. M. Matysek-Nawrocka, P. Cyrankiewicz, Substancje biologicznie aktywne pozyskiwane z herbaty, kawy i kakao oraz ich zastosowanie w kosmetykach, Postępy fitoterapii 2/2016
  6. Photo by Madzia czyli ja! – truskaweczki
  7. Photo by Alex Ghizila on Unsplash – pomidory
  8. Photo by Daniele Levis Pelusi on Unsplash – diamenty
Poka poka!